Jak i po co?

Przyszedł taki moment w moim życiu- czas wielu zmian. M. in. postanowiłam wrócić do sportu. To on kształtował mnie przez wiele lat, i to na nim bardzo często opierałam planowanie swojego wolnego czasu. Życie czasem każe nam podejmować różne decyzje, które nie raz powodują, że zbaczamy z drogi, którą wydawało się, będziemy kroczyć zawsze. Bo niby jak rezygnować z czegoś co daje nam tyle radości? Cały widz polega na tym, by umieć to wszystko razem poukładać. By umieć stworzyć swój świat, gdzie wszystko będzie się uzupełniać, a przede wszystkim wszystko co robimy będzie po coś. Nie ma nic bardziej frustrującego niż robienie czegoś „bo tak”, lub „bo tak wypada”, gdy nie widzimy tam nic dla siebie.

W ramach zmian postanowiłam dołożyć sobie obowiązków. Tak- dołożyć. Nigdy nie miałam ich mało. Wiecznie robiłam kilka rzeczy na raz, bo najbardziej nie lubiłam się nudzić. I wszystko zawsze robiłam na 100%. Nie ma rzeczy, którą bym zaczęła, a nie skończyła. A więc, dokładając sobie obowiązków, postanowiłam, żeby w całe moje zakręcone życie, wpleść jeszcze treningi. Postawiłam na coś, co mogę robić sama, gdzie mogę być sama ze sobą, gdzie nie potrzeba sprzyjających warunków, a co zawsze gdzieś, cały czas się koło mnie obracało. Bieganie. Czas, który mam tylko dla siebie. Włączam muzykę, zegarek i lecę. Planuję trasę odpowiednio do siły, czasu i nastroju. A czasem nie planuje. Ale przede wszystkim, nawet jak jest to trening resztkami sił, wracam do domu szczęśliwsza. Z milionem procent endorfin, które szaleją, i z którymi udało mi się w trakcie treningu rozwiązać i przemyśleć wiele spraw. Wybiegać to, co leży na sercu. To, z czym nie zawsze mogę sobie tak po prostu poradzić.

* * *

Świat. Druga rzecz z serii „odkąd pamiętam”, bo właśnie odkąd pamiętam zawsze byłam Obywatelem Świata. Rodzice zaszczepili we mnie miłość do podróży. Do tego, by spakować się w 5 minut i ruszyć w świat. By w perspektywie 10 godzin znaleźć się nad ciepłym, włoskim Adriatykiem, na pięknej plaży, z kieliszkiem pysznego wina w ręce. To wszystko zawsze było dla mnie namacalne i osiągalne.

Postanowiłam te dwie pasje połączyć w jedną. Biegać, i zwiedzać świat. Zwiedzać świat, i biegać. Marzy mi się trening o wschodzie słońca uliczkami Rzymu, czy promenadą w Barcelonie. Lub, by po 30 km rozbiegania wskoczyć do orzeźwiających wód oceanu.

Marzyć zawsze trzeba. A jeśli mamy odwagę marzyć, to miejmy odwagę te marzenia spełniać. Życie mamy tylko jedno, i to od nas zależy co z nim zrobimy. Ja zamierzam przez nie przebiec :) Z radością, z uśmiechem, zrobić po świecie milion kilometrów, i cieszyć się z każdego z nich, a przy tym zrealizować kilka sportowych planów.

Być lepszą wersją samej siebie.

* * *

Zapraszam Was, byście towarzyszyli mi w moich biegowych podróżach. Gwarantuje mnóstwo endorfin, pięknych zdjęć i wiele radości :)

W planach mamy daaaalekie podróże, i wielkie plany… ale o tym, następnym razem ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>